„Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest”.

MALCOLM S. FORBES

 

Dziś chciałabym się odnieść do tematu często zaniedbywanego, spychanego na dalszy plan, nie tylko w okresie dietoterapii czy kształtowania sylwetki, ale ogólnie - samoakceptacji. Mogłabym w tej chwili napisać największy banał świata z cyklu – „po prostu pokochaj siebie, takim jakim jesteś”, jednak nie to takie proste jak mogłoby się wydawać. Niestety nie każdy z nas to potrafi. I nie każdy z nas rozumie to zdanie we właściwy sposób – przykładem jest #bodypositive i niedawna burza wokół tego ruchu. Więc dla tych leniwych, spoiler: pokochaj siebie, to jest nie bierz życie jakim jest, ale troszcz się o siebie.

I na początku: niezależnie od wyglądu, masy ciała, statusu majątkowego i tym podobnych każdy zasługuje na szacunek! Żaden z tych czynników nie odnosi się do tego jaką osobą jesteś! Spójrz w lustro, Ty znasz siebie najlepiej. 

Przy tej okazji mogłabym wstawić swoje zdjęcie, np. w bikini i napisać „że też jestem człowiekiem, nie jestem idealna i moja figura też nie jest”, co ostatnio zauważam jest popularne w kręgach fit świata. Mam nieidealne ciało i jestem tego świadoma, a akceptacji siebie uczę się każdego dnia – i uwaga nie szukam akceptacji u innych, ale u siebie. To nie znaczy, że w kogoś innego oczach moja sylwetka może być wymarzonym celem. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Pamiętam jak kiedyś w wieku 15 lat przeczytałam o sobie w anonimowym komentarzu w stylu, że mam grube uda (byłam wtedy mega szczupła). Uwierzcie, bardzo to przeżyłam - stosowałam nieracjonalne diety, liczyłam kalorie i ćwiczyłam ponad miarę! 

Czasami wydaje mi się, że ludzie bez konta na mediach społeczniościowych są szczęśliwsi. Za pewne każdy z nas obserwuje przynajmniej kilkoro osób, których życie jest na pozór idealne – piękni ludzi z pięknym życiem i idealną sylwetką. Posiłki? Zawsze super zdrowe i mam wrażenie, że robią się same. I potem zaczyna się porównywanie. Co ma ktoś inny czego ja nie mam? I można byłoby tak myśleć w nieskończoność. Ale, co nam to da? Zupełnie nic, zupełnie nie zmieni to Twojego życia, dopóki Ty nic nie zmienisz. Zapewne znacie tekst: „Jeżeli masz jedzenie w lodówce, ubranie na grzbiecie, dach nad głowa i łóżko do spania, to jesteś bogatszy niż 75% ludzi na świecie”. Nie wszędzie jest tak różowo, nie wszędzie priorytetem jest kaloryfer na brzuchu lub talia osy. Jesteś zdrowy? Ciesz się, miliony ludzi zmaga się z chorobami przewlekłymi każdego dnia (przy okazji – otyłość to również choroba!). Doceniaj to co masz i korzystaj z tego co jeszcze możesz dla siebie zrobić, bo nie jest za późno.

Social media bardzo sprzyjają rozwojowi zaburzeń odżywienia. Dostrzegam to na każdym kroku, ba, pokrótce pisałam o tym pracę magisterską! Badałam wiedzę uczniów liceum na temat zaburzeń odżywienia i czynniki ryzyka występowania m.in. bigoreksji (czyli schorzenia, w którym osoba z doskonałą i atletyczną sylwetką widzi w lustrze grubasa). Kilka wyników z pracy:

- Największy odsetek badanych uważał, że powodem występowania zaburzeń odżywiania jest brak samoakceptacji (ok. 90%).

- Zdecydowana większość badanych (ok. 80%) uważała, że kult piękna i bycia „fit” propagowany przez media społecznościowe, sprzyja zachorowaniom na zaburzenia odżywiania.

- Większość badanych (ok. 72%) uważała, że za życiowy cel można obrać wytrwałe dążenie do posiadania umięśnionej sylwetki.

- Stwierdzono zależność pomiędzy wartością BMI a opinią na temat własnej sylwetki. Wśród badanych o masie ciała w normie ok. 5% z badanych uważało, że ich ciało jest wątłe/chude, bardzo szczupłe, normalne/wysportowane; muskularne ok. 80%, a zaokrąglone/grube 15%! - mimo tego, że ich masa ciała była w normie te osoby widziały siebie jako grubasów. Przypominam, że cały czas mówimy o młodzieży, która jest bardzo wrażliwa na temat swojego wyglądu.

Nikt z nas nie jest idealny i nie wiem czy ktokolwiek z nas będzie. I uważam, że tak na pewno nic bardziej nie psuje nam radości z życia niż ciągła chęć bycia doskonałym we wszystkim, a tak się zwyczajnie nie da. I paradoksalnie szkoda na to życia. Kilka słów prywaty. Byłam i jestem osobą, która wszystkiego chce na 100%. Od najmłodszych lat byłam typem kujona, który chociaż nikt go do tego nie zmuszał, to ze wszystkiego miał piątki Zawsze byłam aż nazbyt ambitna. Przez rok pracowałam w miejscu, które niczego mnie nie nauczyło, które nie miało związku zupełnie z tym co teraz robię, a i tak dawałam z siebie aż za dużo. Dziś tego żałuję, bo większość z tych rzeczy nie przydała mi się (i raczej nie przyda) w dorosłym życiu. Zamiast skupić się na jednym wybranym przedmiocie czy celu, ja chciałam ciągnąć wszystkie sroki za ogon. Często podobne zachowanie zauważam także u osób, które chcą zmienić swoje nawyki żywieniowe – chcą wszystkiego na raz, jednocześnie nie skupiając się na niczym, przez co łatwiej jest poczuć się rozczarowanym i osiągnąć porażkę. I w takim błędnym kole można pozostać kilka lat. A gdyby tak pozwolić sobie na metodę prób i błędów czyli wprowadzać zmiany stopniowo? Jesteś tylko człowiekiem, będziesz czasami upadać, ale ważniejsze jest, żebyś zawsze o raz więcej wznosił się. Powtarzam jak mantrę, że często nasze cele umierają na starcie przez wysokie wymagania. Ściągasz się z kimś? Jeśli tak, to przestań, bo nie zmotywuje Cię do niczego – to zabije radość z osiągania celu.

Nie wiem czy słyszeliście kiedyś tekst „100% albo nic”, szczególnie popularny w fit świecie. Uważam, że chyba nigdy nie było bardziej dobijającego tekstu i demotywującego. Wiesz ile jest osób, które niepewnie zaczynały, błądziły, popełniamy błędy, ale ostatecznie doszły do celu? Mnóstwo. A Ty, kiedy zaczniesz i nauczysz się kochać siebie? Nic nie dzieje się samo, a ten kto nie błądzi, nigdzie nie dochodzi. Znajdź sposób odżywienia, który jesteś w stanie utrzymać i aktywność, którą polubisz. Dzięki temu już nigdy nie będziesz na „diecie”.

Na swojej ścieżce ze zdrowym odżywianiem, niezależnie czy stosujemy specjalną dietoterapię dostosowaną do naszego stanu zdrowia czy pracujemy nad swoją sylwetką, spotkają nas gorsze i lepsze dni. Będą zdarzać się błędy, porażki i niepowodzenia. Trzeba się niestety na to przygotować i pozwolić na to. Naucz się być dla siebie wyrozumiałym pracodawcą i uczciwym pracownikiem. Pomyśl o kształtowaniu sylwetki nie o cyferkach na wadze i centymetrach na miarce, ale o aspektach zdrowia. Mam nadzieję, że już wielokrotnie udowodniłam Wam jak sposób odżywienia wpływa na nasze zdrowie i jak odpowiednia dietoterapia potrafi leczyć lub wspierać leczenie.

Nie zrozumcie mnie źle - nie nawołuje do pokochania siebie ot tak. To kolejny proces, który powinien zaczynać się od świadomej decyzji – „chcę tego”. Tylko Ty możesz postanowić, że chcesz coś zmienić. A mówiąc „pokochaj siebie”, nie mówię, że bezsprzecznie od zaraz powinnaś zaakceptować siebie i na tym poprzestać. Postawmy jasno sprawę #bodypositive - otyłość jest chorobą i stanem, który przyczynia się do rozwoju innych schorzeń, np. cukrzycy, chorób układu sercowo-naczyniowego. Wszystkie osoby z nadmierną masą ciała zachęcam do zadbanie o swoje zdrowie i redukcję masy ciała, jak najbliżej tej należnej. To, że kochasz siebie oznacza, że dbasz o swoje zdrowie. Nikt z nas nie jest nieśmiertelny. Dostajemy jedno życie i powinnyśmy je pielęgnować – zdrową dietą, aktywnością fizyczną i relaksem. Daj sobie zdrową żywność, daj sobie badania kontrole i daj sobie odpoczynek.

Droga kobieto – kochaj siebie – dbaj o zdrowie, badania kontrolne, należną masę ciała, zdrową i zróżnicowaną dietę, aktywność fizyczną i relaks – pielęgnuj swoją urodę, daj sobie odpocząć. Nie jesteś nieśmiertelna.

Drogi mężczyzno – kochaj siebie - dbaj o stan zdrowia, rób badania kontrolne, dąż lub utrzymuj należną masę ciała, jedz zdrowo, uprawiaj aktywność fizyczną i daj sobie chwilę na relaks – pielęgnuj swoje pasje. Życie masz jedno.

Mówiąc pokochaj siebie - myślę zadbaj o siebie. Zadbaj o swoje zdrowie. I o duszę. Nikt nie uszczęśliwi Ciebie samego jak Ty sam. Bądź taką wersją siebie, która będzie sprawiać codziennie uśmiech na Twojej twarzy. 

 

Uwaga! Czas na trochę prywaty, ale w słusznym celu. 

6 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Bez Diety. 

Co widzisz na zdjęciu? 

Cofnijmy się w czasie, gdy na tym zdjęciu widziałam nastolatkę o grubych nogach, bo tak też ktoś napisał w komentarzu. Rok 2012, jestem przed 18 urodzinami. Moja masa ciała jest raczej bliżej górnej granicy dla niedowagi, ale niewiele się tym przejmuję i raczej tego nie dostrzegam. Mam swoje kompleksy, kilka razy rzuciłam „muszę schudnąć”, ale nigdy nie zabrałam się za to. Do czasu. Do czasu tego anonimowego komentarza.

Osiem lat temu Instagram nie był tak popularny, ale za to „czas swojego życia” przeżywał photoblog. Idea podobna jak dzisiejszego IG i FB, czyli zdjęcia i opisy, serduszka i komentarze – podobnie jak dziś, nie wszystkie musiały być pochlebne. Dziś, żeby napisać coś komuś niemiłego z anonimowego konta także założyć nowy profil z fake nazwą, wtedy wystarczyło wpisać nick „xxx” i już zaczynało się zabawę.Początkowo nie brałam sobie tych słów do serca, nawet odpisałam „nikt nie jest idealny, a ja już taką mam budowę”. Potem jednak dodałam dwa do dwóch, swoje kompleksy i brak samoakceptacji, więc zaczęłam myśleć: „kurczę, coś w tym jest, może rzeczywiście mam grube uda”.

Zaczęło się niewinnie, bo znalazłam w Internecie schemat ćwiczeń, które można wykonywać, aby popracować właśnie nad nogami i sumiennie je wykonywałam. Potem weszłam w temat diety – jako laik przyjęłam sztandarową zasadę „nie jem po 18, żeby nie utyć”. Nie miałam w domu wagi kuchennej, więc kaloryczność tego co zjadałam liczyłam pi razy drzwi, a potem przeliczyłam ją na aktywność fizyczną. Pamiętam jak dziś – talerz domowego spaghetti przeliczony na czas na rowerze, aby spalić te kalorie. Niestety, edukacja żywieniowa i treści na temat dietetyki wtedy dopiero w Internecie raczkują i na pierwszych miejscach wyszukiwań w google wyskakują podejrzane diety i ryzykowne metody odchudzania, więc nie wiem jeszcze, że poza kaloriami liczy się też jakość prowadzonej diety, a co najważniejsze – ja żadnego odchudzania nie potrzebuję. Nie zwracam uwagi na to, że coraz rzadziej miesiączkuję (ginekolog, do którego chodzę w tym czasie nie zwraca uwagi na niedowagę), łatwiej się męczę i mam problemy z koncentracją, a matura za pasem.

Wyznaczam swoją wymarzoną masę ciała na 45 kg (kiedy należna w tym czasie dla mnie to 55 kg). Na szczęście potem zaczyna się rok szkolny, uczę się coraz więcej i nie mam czasu na diety, zaczynam bardziej interesować się zdrowym odżywianiem i uświadamiam sobie jaką głupotę robiłam. Mogło być inaczej, bo mogłam jeszcze bardziej wkręcić się w liczenie kalorii, ucinać je do ilości dla dziecka, zwiększać aktywność, całkowicie przestać miesiączkować i coraz bardziej gmatwać swoje relacje z jedzeniem.

Morał z tej opowieści na dziś jest krótki – nie oceniaj. Kojarzysz, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem? Nigdy nie wiesz jak krótki osąd może wpłynąć na czyjąś samoocenę. W tym świecie, w którym uwielbiamy oceniać i przyklejać komuś łatkę, bądź tym, który pomaga i wyciąga pomocną dłoń.

Mamy 2020 rok, pokolenie fit ludzi, którzy liczą każdą kalorię i regularnie sprawdzają poziom tkanki tłuszczowej. Z drugiej strony wzrost przypadków nadmiernej masy ciała w zastraszającym tempie, kult śmieciowego jedzenia i szybkiego życia. Trudno odnaleźć się w gąszczu informacji, dlatego też odsiewaj ziarno od plew, dietetyczne fakty od szkodliwych mitów. Jeśli szukasz w tym pomocy, wiesz gdzie mnie szukać .

Na koniec nic popartego książkami, badaniami naukowymi ani doświadczeniem milionów osób. Dziś moje prywatne przemyślenia, ale ważne i słuszne. 

Jakiś czas temu cofnęłam się do moich nastoletnich lat – obejrzałam serial, który niepodważalnie łączy się z tym okresem w moim życiu czyli Plotkara. Tym razem patrzyłam na to z perspektywy dorosłej osoby i doszłam do dosyć kontrowersyjnego wniosku: z miłością jest jak z dietą – pociągają nas bardziej rozterki niż stabilizacja. Co ma wspólnego Gossip Girl i dieta – otóż wbrew pozorom sporo. Przez 6 sezonów oglądałam bohaterów, którzy raz się schodzili, raz rozchodzili. Kłótnie, dramy, kłamstwa, manipulacje i zdrady, ale ubrane w ładną bajkę – tak w skrócie to wyglądało. Wiecie, ja jako nastolatka patrzyłam na to zauroczona, bo ojej, to jest taka właśnie miłość jaką chciałabym przeżyć. I tego własnie szukałam – skomplikowanych relacji, bo taki wzorzec miałam w głowie jako jedyny właściwy. Dziś, jako dorosła kobieta, mogę powiedzieć nie ma nic piękniejszego niż stabilizacja w związku. I w życiu. Wiecie, to już może lekkie zboczenie zawodowe, że w takich prozaicznych sprawach jak serial szukam analogii ze zdrowym odżywieniem. Jednak, patrząc na to od tej strony, to również i my często chcąc zmienić swoją dietę zaczynamy od najbardziej zawiłych, szalonych, a czasami bardzo niedorzecznych metod. Może dlatego, że podobnie jak do nastolatek o nierealnych uczuciach w serialach, tak i do nas, jako społeczeństwa, trafiają takie przekazy jak: „5 dni detoksu i schudniesz”, „dieta 1200 kcal i rozmiar mniejsze spodnie w kilka dni” i tak dalej. Widzę to, że wiele osób wybiera niestworzone diety na chwilę, aby potem wrócić do swoich dawnych nawyków. Wiecie, przemęczę się na tej sałacie dwa dni, potem wrócę do schabowych, co schudnę to wróci, więc będę czuć się z tym źle i znowu zacznę głodówkę. Błędne koło. Wiele osób poświęca czas i energię na diety cud, zamiast kierować się w stronę stabilizacji – gdzie te zdrowe nawyki zostają z nami na zawsze. Może dlatego, że nie pisze się o tym tak pięknie jak o tych łatwych metodach? Może dlatego, że nie mają takich spektakularnych i szybkich efektów? A może dlatego, że wybierając modną dietę czujemy się wyjątkowo? Wiecie, lepiej brzmi „mam taką samą dietę co Adele”. A może po prostu nie wiemy jak powinno to wyglądać? 

Edukacja żywieniowa w Polsce leży. Nie jest elementem obowiązkowym przez którą powinno przejść dziecko, przyszła mama, senior czy nastolatka. Uczymy się wielu rzeczy w szkołach – o funkcjach matematycznych, o antycznej historii, ale niestety nikt nie mówi nam jak nie mówi nam o samoakceptacji, zdrowych nawykach i diecie.

Pokochaj siebie (i swoje życie) czyli parę słów o samoakceptacji.

06 maja 2020

Polityka Prywatności